środa, 31 grudnia 2014

Podsumowanie roku 2014 - czyli nihil novi, za to obszernie :)

To będzie długi wpis, mam zamiar przeanalizować między innymi kosmetyki, knajpy, moje zainteresowania, ważne wydarzenia, dobre i złe jedzenie. Myślę, że wpis okaże się dobrym rozwiązaniem w pierwszy dzień nowego roku, kiedy trzeba jakoś zabić nudę, albo urozmaicić sobie leczenie kacora - w zależności jaki kto ma pogląd na dzień poprzedni.

Wiem, że na wielu blogach pojawiają się tagi na koniec roku, ja postanowiłam zrobić to po swojemu i po swojemu dzielić kategorie, ale myślę, że mimo woli niektóre zagadnienia pokryją się z szablonowymi. W każdej kategorii wymieniam najważniejsze  dla mnie w roku 2014, ale to chyba oczywiste,

Kosmetyki kolorowe

- Bourjois Healthy Mix
- Paleta czterech cieni Flormar Pretty P045
- Baza pod cienie Paese
- Eyeliner Rimmel Glam'Eyes
- korektor rozświetlający Maybelline Dream Lumi Touch

Kosmetyki do pielęgnacji

- olej z kocanki
- olej arganowy
- krem Siquens do skóry odwodnionej
- krem pod oczy Rival de Loop Regeneration
- odżywka do rzęs Eveline
- szampon Alterra morela i pszenica
- odżywka do włosów Yves Rocher do włosów farbowanych (naaajlepsza, mam już zapas na pół roku :D)
- balsam do ciała Isana z mocznikiem
- krem do rąk Isana z mocznikiem (1 na dwa tygodnie schodził, więc - naprawdę go uwielbiam :D)
- krem do stóp Lirene z mocznikiem

Zapachy

- C-Thru Pure Illusion
- Moschino I love love

Puby/restauracje/lokale

- ten rok zdecydowanie wygrywają: Mad Mick, BackStage (Katowice) i standardowo Pikanteria w Warszawie

Produkt spożywczy

- chyba padnie na smoothie z Biedry :D

Wyjazdy/miejsca odwiedzone

- Warszawa i w tym roku zdecydowanie ulubionymi miejscami będą: Stare Bielany, Stary Żoliborz i Praga Północ - a najbardziej cudowne miejsce, jakim jest - Przyczółek Grochowski

Wydarzenia/działania

- obrona pracy magisterskiej i tym samym zakończenie studiów
- ta chwila, kiedy dostałam wiadomość od promotorki, że już niczego nie muszę dopisywać :D
- praktyki zawodowe w dwóch Urzędach Miasta w wydziałach kultury - było świetnie!
- miesiąc pracy z kosmetykami, który sporo mnie nauczył

Kultura

Film - Papusza, Z-Boczona historia kina
Serial - The Walking Dead
Książka - Olga Tokarczuk Prawiek i inne czasy, Pierre Lemaitre Ślubna suknia, Marek Bieńczyk Tworki, Michał Witkowski Drwal
Teatr - Związek otwarty w reżyserii Grzegorza Kempinsky 
Muzyka - zdecydowanie album Beyonce Beyonce ze szczególnym zwróceniem uwagi na Flawless i Mine, album Nicki Minaj The Pink Print ze szczególnym uwzględnieniem Win Again i Feeling Myself oraz mnóstwo innych pojedynczych utworów, a także słowacki rap

Przedmioty z pozoru niewiele warte

- świece, woski i wszystko to, co umilało mi najgorszy dla mnie okres w roku - jesień
- nowy laptop, który umożliwił mi w końcu oglądanie seriali i filmów na YT od początku do końca, bez wyłączania się w połowie odcinka
- nowy telefon, który po prostu się nie tnie i dzięki temu jest dla mnie idealny
- szczoteczka elektryczna czyli nowy wymiar mycia zębów
- tangle teezer
- pudełka na kosmetyki i dzięki temu - dużo wygodniajsza organizacja wielu przedmiotów
- moja nowa zimowa parka- -14 na dworze, a mnie ciepło <3

Dominujące uczucie w roku 2014

- no niestety - stres

Nie schudłam, pewnie przytyłam - nie ważę się raczej, ale widzę po sobie. Nie ćwiczyłam regularnie, nie jadłam na śniadanie jagód goji, ale w sumie powinnam zmienić sposób odżywiania chyba troszkę, bo tak sobie się czuję. Niech to będzie wstęp do postanowienia na 2015 rok - obok postawię jeszcze: konkretne badania i prawo jazdy chyba.

Może wymienicie chociaż po jednym przykładzie dla danej kategorii? Ciekawa jestem, jak Wam minął rok. Pewnie dzisiaj niewiele osób będzie miało na to czas, ale poczekam :D Buziaki i jeśli lubicie imprezy, to miejscie dziś fajną!

środa, 24 grudnia 2014

Pierogi! Kapusta, ziemniaki, cebula i ruskie :)

Miałam już dzisiaj nie dodawać posta, gdyż za godzinę wyjeżdżam, ale może na dniach ulepicie kilka pierogów z farszem po mojemu :) Są pyszne! Zjedliśmy już prawie wszystko :D 

Z kapustą kiszoną, ziemniakami, cebulą

Farsz (około 50 pierogów):
-4 duże ziemniaki ugotowane
-400g kapusty kiszonej
-2 średnie cebule
-1 łyżka masła
-sól, pieprz czarny, papryka ostra mielona, opcjonalnie kminek

Ciasto (okolo 40 pierogów):
-2 szklanki mąki pszennej
-1 szklanka wrzątku
-1 łyżeczka masła

Ugotowane ziemniaki łączymy z kapustą - gotuje się około 1,5 godziny, ja odlewam raz po pierwszym zagotowaniu, następnie nalewam na dno garnka nowej wody, dodaję masło, przyprawy według upodobań i pod przykryciem gotuję na wolnym ogniu. Mieszam co 10, 15 minut. Jeśli woda mimo przykrycia odparuje, należy dolać odrobinę nowej. Cebulkę rumienię i dodaję do farszu. Można dodać do niego 2 łyżki śmietany, by łatwiej było połączyć całość. Warto farsz mocno doprawić pieprzem i solą - można dodać skwarki ze słoniny, boczek (wtedy mamy panczkraut - śląski dodatek do obiadów :)).

Ciasto zagniatamy, ja pomagam sobie mikserem i końcówkami świderkami - ciasto samo się wyrabia już w misce. Stopniowo dodaję wodę z rozpuszczonym w niej masłem. Po około 4 minutach miksowania przekładam na blat, zagniatam 5 minut i odkładam do miski, przykrywam wilgotną ściereczką - czekamy 20 minut.


W przypadku pierogów ruskich moje proporcje wyglądają następująco:

-200g sera białego
-3 duże ugotowane ziemniaki
-1 duża cebula zrumieniona
-sól, pieprz




Życzę Wam wszystkim miłych, spokojnych chwil, oddechu, odpoczynku, chwili dla siebie i spędzenia tego czasu dokładnie tak, jak macie ochotę. Buziaki :)


niedziela, 14 grudnia 2014

BackStage Katowice - pierogi wzorowe

Uwielbiam pierogi, uwielbiam Katowice - 2 w 1? BacStage przy Wojewódzkiej 31.

Zamawiałam pierogi w wielu knajpach, barach, restauracjach, w różnych rejonach Polski - mimo ryzyka związanego z grubym ciastem i słabo doprawionym farszem, rozwalonymi, rozgotowanymi pierogami - robiłam to i po dzisiejszym dniu wiem, że robić będę, bo dla takich pierogów, jakie zjadłam w katowickim lokalu nieopodal centrum miasta, warto ryzykować, poważnie.

O lokalu czytałam już dawno temu, choć jest stosunkowo nowy na gastronomicznej mapie Śląska, pozytywne opinie i rozmaite menu kusiły więc jakiś czas. Wczoraj siadłam, zjadłam i postanowiam, że musze napisać o tym miejscu, bo warto.

Smak i ceny

Zamówiłam pierogi nadziewane kapustą kiszoną, ziemniakami i cebulką, partner pierogi z mięsem. Do tego po lanym Kasztelanie za 5 złotych, ale w sumie potem dojrzałam spory wybór cydrów w cenie 7 złotych i troszkę żałowałam. Nic straconego - wrócę nie jeden raz, nie dwa - to pewne.
Można zamówić także pierogi na słodko, na przykład z jabłkami i cynamonem, wybór jest naprawdę duży, od tradycyjnych ruskich, z kapustą i z mięsem, po kombinacje z kaszą, serem białym, szpinakiem, boczkiem, ziemniakami, grzybami, serem żółtym i wiele więcej - w różnych konfiguracjach.

Za dwie porcje pierogów (po 10 sztuk) i dwa pyszne, świeże piwa zapłaciliśmy 35 złotych. 

Smak pierogów był obłędny, mówię szczerze - to wzorowe pierogi. Ciasto cienkie, ale wyczuwalne, sprężyste, delikatne, ugotowane idealnie. Farsz przede wszystkim dobrze doprawiony, pikantny. Pierogi rozpływały się w ustach. Pierogi z mięsem także świetnie doprawione, mięso dobrej jakości, dobrze zmielone, soczyste. Okrasa z karmelizowanej cebulki była zwieńczeniem dzieła kulinarnej sztuki :)



Wystrój i lokalizacja

Lokal znajduje się przy ulicy Wojewódzkiej 31 w Katowicach, nieopodal Akademii Muzycznej, czyli idąc Francuską od Warszawskiej, przecinamy Mariacką, zaraz za Domem Oświaowym Biblioteki Śląskiej skręcamy w lewo i po prawej stronie ulicy dojrzymy niewielki lokal, znajdujący się w piwnicy. Może z zewnątrz nie zachęca, ale właściciele postawili na mały, biało-czarny mural, co automatycznie dodało charakteru. Stare, obdrapane kamienice trzeba przeboleć. 



Wchodzimy do środka, lokal wydaje się niewielki, ale im głębiej, tym więcej stolików. Jest ich w sumie może z 8, przy każdym obite szcztuczną skórą ławy, nieopodal wejścia bar, kredowa tablica, menu pierogowe i nie tylko :)
Właściciel zadbał o wystrój miejsca zgodny z jego pasją i patrząc na ściany, oko zawiesza się na plakatach z rockowymi artystami, a także na perkusji, stojącej w rogu lokalu. 

Nam środkowy palec pokazywał Johnny Cash ;)



W lokalu nie było duszno, ale podejrzewam, że przy pełnych salach może być inaczej. 
Jednak dzięki lokalizacji w piwnicy, czuć lekki chłód. No i przede wszystkim zapach jedzenia, a nie stęchlizny, co się ceni :D

Czas oczekiwania nie był bardzo długi, zleciało nam szybko, więc nie liczyłam dokładnie - myślę, że około 15 minut. 

Co istotne, pan, który zajmuje się gotowaniem pierogów, nalewaniem piwa i kawy, robi to wszystko za barem, więc - mamy wgląd do tego, jak gotują się zamówione przez nas pierogi. Wiele osób twierdzi, iż to zabieg pożądany, dla mnie nie ma szczególnego znaczenia, ale jest to na pewno element, który sprawia, że atmosfera jest bardziej domowa.

Obsługa bardzo sympatyczna, nie ma sztucznej napinki, jest kulturalnie, ale i bardzo swobodnie. 

Podsumowując - choćbym chciała, do niczego się nie przyczepię, ale myślę, że to za sprawą smaku tych pierogów, cała reszta - nawet jeśli byłaby z małymi wadami - to dodatki.


Lokalizacja - 4/5
Obsługa - 5/5
Klimat - co kto lubi, ale czuć serce właściciela i pasję w tych ścianach, więc - 5/5
Czas oczekiwania - 5/5
Ceny - 5/5
Smak potraw - 5/5 




Wpadajcie, bo warto, tyle ode mnie. Buziaki :)

środa, 3 grudnia 2014

Ulubione w listopadzie + M&M's Peanut Butter

Może to czas, żeby co miesiąc robić podsumowanie? Raz kosmetyczne, raz jedzeniowe, łączone, ogólne - po prostu - jakieś. Tak zrobię.

Zapach miesiąca - w zasadzie kilku miesięcy, także przyszłych, to zdecydowanie - C-Thru Pure Illusion. Zapach, o którym pisałam już na blogu, więc powtórzę tylko - obłędny, trudny do opisania, dla mnie idealny na jesień/zimę - dzisiaj właśnie dokupiłam jeszcze większą pojemność w promocji.
Kolejno Lady Gaga Fame - ciężki, słodkawy, można rzec - elegancki. Nie jest niepowtarzalny, ale upodobałam go sobie w listopadzie, więc wskakuje.




Niezawodne okazały się znów:
- The Balm Mary-Lou Manizer - idealny dla mnie rozświetlacz do twarzy. Wydajny, wielofunkcyjny, po prostu taki, jaki ma być.
- krem pod oczy Rival de Loop, regenerujący. Dla mnie świetny krem, stanowiący dobrą bazę pod korektor, nawilżający i odżywczy. Za około 6 złotych - niesamowicie wydajny.
- odżywka do włosów farbowanych Yves Rocher - to moje trzecie z kolei opakowanie, w znalazłam idealną dla siebie odżywkę w przystępnej cenie. Polecam wypróbować, u mnie najlepiej spisuje się w połączeniu z szamponem Alterra z morelą i pszenicą.

Dodatkowo - to w tym miesiącu odkryłam intensywny krem odżywczy do twarzy Pharmaceris z serii N. Liczyłam (jak zwykle) na wygaszenie rumienia, jednak można tu mówić wyłącznie o delikatnym złagodzeniu. Krem jednak trafia do grupy ulubionych ze względu na przyjemną, gęstą konsystencję, szybkie wchłanianie się w skórę - przez co staje się idealnym podkładem pod makijaż. Jednak przy suchej cerze - takiej jak moja - muszę wspomagać się olejkiem arganowym, którego kroplę dodaję często do kremu na noc.

- Bourjois krem CC - jako, że moim idealnym podkładem jest Healthy Mix, dałam szansę temu produktowi licząc na nawilżające działanie. Wykończenie kremu CC jest dosyć suche, jednak nie matowi on twarzy. Wizualnie wygładza zmarszczki i na dobrym kremie wygląda świetnie. Nie jest to produkt bardzo trwały, ale o dziwo mocno kryjący. W promocji jak najbardziej warto wypróbować.

- Brązowy Rimmel Exaggerate Felt Tip Eye Liner zamówiony na Allegro jakiś czas temu, był na moich powiekach prawie codziennie. Pisałam już o nim w poście z makijażem - jest naprawdę bardzo długotrwały, nie pęka, ma twardy, gąbkowy aplikator (wolę pędzelki, ale radzę sobie). Dorwałam go gdzieś w czeluściach Allegro za około 6 złotych. W regularnej sprzedaży chyba już ich nie ma.

-Trójka cieni Sensique 3-101 - chwyciłam jakiś czas temu w naturze za 3 złote, nie licząc na wiele - nie ukrywam. A tu - idealny cień bazowy, w odcieniu kości słoniowej, dobrze napigmentowany, o ładnym, matowo-satynowym wykończeniu. Dodatkowo dwa cienie, jasny brąz w załamanie i ciemny, zimny fioletowo-brązowy cień w kącik zewnętrzny lub na dolną powiekę. Cały, szybki, dzienny makijaż jedną paletką za 3 złote! Jedyna wada - cienie bardzo się pylą, ale nakładane Hakuro H70 wyglądają na oku świetnie.


Pozostałe:
- bransoletka ze sklepu Parfois, pięęęękna, 25 złotych
- kolczyki, Rossmann - 15-25 złotych
- rooibos z Biedrony, pomarańcza i słodki cynamon
- Teekanne jabłko cynamon

- serial: The Walking Dead, a w zasadzie 3 sezon tego serialu, który oglądałam bez chwili znudzenia
- książka: obecnie poluję, więc jeszcze nie teraz ;)
- muzyka: oczywiście, bez wątpienia - nowy utwór Beyonce 7/11



W sklepie Kuchnie Świata dorwałam M&M's Peanut Butter, które chodziły za mną już bardzooo długo (i chyba tylko dlatego dałam 10 zł za kilkanaście małych cukierków).

Draże są większe niż klasyczne M&M's bez orzeszków, bardziej okrągłe. Smakują niestety świetnie, a niestety - bo - spójrzmy na ich skład, cenę, dostępność.


Są pyszne i to nie ulega wątpliwości, smakują jak lepsze Reese's w cukrowych skorupkach. Czekolada jest mleczna, ale wyrazista, a masło orzechowe słone - pyszny kontrast.




Koniecznie dajcie znać, czy jakiś produkt - z wyżej wymienionych - Was zainteresował i czy powinnam poświęcić mu tutaj więcej miejsca :) 
Jakieś nowości, słodkości, pyszności? Co tam macie? :)
Buziaki!

poniedziałek, 24 listopada 2014

Makaron z pesto inaczej + kolejny lakier Salon Perfect

Makaron z pesto to najszybszy sposób na obiad lub kolację, który smakuje większości i jest sprawnym i smacznym rozwiązaniem w  przypadku niezapowiedzianych, głodnych gości :) Lubię pesto, ale jem je rzadko, rzadko też robię je sama, nie mam obsesji na punkcie bazylii, choć włoska kuchnia to zdecydowanie moja ulubiona.
Kiedy czasu mam niewiele, świeże pesto mogę dostać w sklepie no i w końcu - kiedy mam ochotę na makaron z bazylią - sięgam po pokręcony przepis, który jednak warunkuje posiadanie kilku dodatkowych składników. Te dodatki sprawiają, że zwykła, prosta potrawa nabiera wyrazistości, smak jest wielowymiarowy, a jednocześnie bardzo harmonijny. Polecam Wam przetestowanie tej opcji, bo można odkryć nowe wymiary makaronu z pesto :D

-ulubiony makaron
-pesto świeże, ze słoiczka, domowe - dowolne
-ser mascarpone
-masło orzechowe
-ulubiony ostry sos, u mnie Piri Piri
-kapary
-czosnek
-sól czosnkowa

W rondelku tylko podgrzewam 4 łyżki pesto, dodaję kilka kaparów, 1/2 łyżeczki masła orzechowego, kilka kropel ostrego sosu, 1 mały ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę. Gdy sos jest bardzo mocno podgrzany, mieszam go z łyżką mascarpone i później mieszam z ugotowanym makaronem :)





Kolejny lakier Salon Perfect. Dostaniecie je w drogeriach Hebe. Te lakiery to zdecydowanie moi nowi ulubieńcy.
Tym razem 401 Gildet Gold, na który polowałam ponad miesiąc
i w końcu kupiłam w promocji za 12 złotych. Regularna cena dochodzi do 20 zł. Wybór kolorów ogromny, buteleczki ładne :D trwałość naprawdę godna podziwu - przy dobrej bazie
i nawierzchniowym oczywiście ;) Lakier kryje przy 2, 3 warstwach, jest rzadki i łatwo się rozprowadza. Ma w sobie sporo drobinek, które pięknie odbijają światło i przy 3 warstwach dają efekt folii na paznokciach.
Pędzelek mógłby być grubszy, ale z drugiej strony - do moich wąskich paznokci... no jest bardzo dobrze. Polecam.




Jak u Was? Ja zaraz odbieram dyplom i oddycham już lżej wiedząc, że nie trzeba niczego dopisywać wieczorem do pracy magisterskiej ;) W związku z tym wolny czas upływa mi na oglądaniu The Walking Dead. Prawie dwa sezony już przerobiłam, lubicie ten serial? Ciekawe co będzie następne. 
Wciąż żałuję, że już dwa razy przerobiłam Gotowe na wszystko, bo nie ukrywam - uwielbiam. Mam też w planach mnóstwo książek,
w końcu takich, które - z całym moim zamiłowaniem do tematu - nie dotyczą równości płci, kategorii dyskryminacji mniejszości narodowych czy dyskursu nienawiści. Muszę tylko obskoczyć biblioteki na obrzeżach miasta, bo poza urokami mieszkania
w centrum miasta są także minusy - brak fajnych pozycji
w centralnych bibliotekach. 
Pozdrawiam Was, buziaki!

niedziela, 16 listopada 2014

Lasagne na dwa ulubione sposoby + gąbkowy koszmarek

Uwielbiam makaron, w postaci zapiekanych płatów z dodatkami chyba najbardziej. 
Lasagne bolońska była niegdyś jedną z moich ulubionych potraw. Przełożona gęstym, mięsnym, długo gotowanym sosem i posypana mozzarellą. 
Od jakiegoś czasu wybieram jednak inne wersje i do głowy najpierw przyszedł mi banalny pomysł z brokułami (świetnie zagra z kurczakiem czy pieczarkami).

Sos brokułowy przygotowałam jak zwykle - mój ulubiony i sprawdzony od lat. No i zamiast ugotować spaghetti, wrzuciłam na wrzątek płaty lasagne. Po 3 minutach wyjęłam i przełożyłam kilka warstw moim brokułowym sosem. 
Obawiałam się, że wszystko będzie bardzo płynne, ale źle nie wyszło. Smak genialny - jeśli lubicie brokuły i pleśniowy ser. 
Przygotowanie tej wersji zajęło mi około 40 minut, więc trzy razy szybciej niż w przypadku klasyki ;)

Lasagne z brokułami i serem pleśniowym
-1 duży brokuł
-2 łyżki serka mascarpone
-2 łyżki śmietany 18%
-2 ząbki czosnku
-100g sera pleśniowego (u mnie gorgonzola dolce)
-sól, pieprz czarny, płatki chilli
-makaron lasagne

Brokuły lekko rozgotowuję, przerzucam na podsmażony na patelni czosnek i przesmażam, po chwili rozgniatam widelcem, dodaję sery, śmietankę, przyprawy i mieszam dokładnie. Po około 10 minutach - na wolnym ogniu bez przykrycia - wyłączam i obgotowuję makaron (zawsze to robię, wtedy lasagne krócej siedzi w piekarniku). 
Na dno naczynia żaroodpornego wykładam sos i na zmianę, warstwowo: sos/makaron. Kończę serem kozim i zapiekam w 180 stopniach przez 13-17 minut. Po wyjęciu z piekarnika odstawiam na 10 minut i kroję.








 Lasagne z pomidorami, ricottą i kaparami
-1 puszka pomidorów krojonych
-1 mała cebula
-2 ząbki czosnku
-3 duże łyżki sera ricotta
-garść kaparów
-ser żółty
-sól, pieprz czarny, tymianek, bazylia, oregano
-makaron lasagne

Pomidory razem z czosnkiem, przyprawami i zeszkloną cebulką gotuję na małym ogniu przez około 10 minut bez przykrycia (chodzi o redukcję nadmiaru wody). Pamiętajcie aby jedynie bazylię dodać na końcu, gdyż podczas długiego gotowania robi się gorzka.
Wyłączam sos, obgotowuję makaron tak, jak w przypadku poprzedniego przepisu. Do sosu dodaję ricottę, mieszam i przekładam z makaronem. Wieńczę serem, zapiekam około 17 minut w 180 stopniach (nie przykrywam). Pamiętajcie, aby dać odpocząć zapiekance po wyjęciu z piekarnika. Podaję z kaparami.









Na koniec jeszcze gąbkowy koszmarek - czyli to, co stało się z moją gąbką Real Techniques po około dwóch miesiącach częstego mycia i używania - jednak delikatnego traktowania, muszę zaznaczyć. No cóż, wiem, że nie tylko ja mam ten problem, jak jest u Was? Lubię efekt, który daje ta gąbka, ale zaraz pewnie już zniknie, bo sypie się nieziemsko :(






Mam nadzieję, że sposoby na makaron Wam się spodobały. To banały, ale dla miłośników, którzy nie mają zbyt wiele czasu, są ciekawą propozycją. Możecie oczywiście dorzucić mięso do jednej lub drugiej zapiekanki. Dajcie znać, czy modyfikujecie lasagne? Ja planuję jeszcze wyczarować coś ze szpinakiem w tej formie, od razu do głowy - oczywiście - przychodzi mi ser pleśniowy ;)
Buziaki!

czwartek, 6 listopada 2014

Makijaż pierwszy - złoty brąz

Nie do końca jestem przekonana, czy dobrym pomysłem okaże się dodanie postu o makijażu, nie będąc w posiadaniu lustrzanki, ale zaryzykuję.

Twarz przygotowałam tak jak zwykle:
1. Płyn micelarny Garnier.
2. Woda tonizująca z witaminą C, Ziaja liście zielonej oliwki.
3. Krem pod oczy Rival de Loop Regeneration (bardzo polecam :)).
4. Pharmaceris N, Nutri-Capilaril, intensywny krem odżywczy do twarzy.

Kosmetyki, których użyłam:

Eyeliner nie jest dostępny stacjonarnie, zamówiłam go na Allegro i powiem szczerze, że jestem zachwycona trwałością.

No i dzieło końcowe :)



Z brwi nie jestem do końca zadowolona, szukam idealnego sposobu ich podkreślania. Póki co, jest to sam cień - najciemniejszy brąz z paletki Flormar, którą widzicie na zdjęciu pierwszym. Długi czas nakładałam cień na Color Tatoo w szarym, błotnistym kolorze, ale odeszłam od tego sposobu, bo po czasie zdałam sobie sprawę, że bardzo przytłacza to moją twarz.
Brwi mam rzadkie i liche, więc łatwo przesadzić.




Korzystając z okazji, chciałabym polecić Wam moją ulubioną herbatę jesienną (od 2 lat jest dla mnie niezastąpiona) i zaproponować połączenie jej z syropem imbirowo-cynamonowym. Pycha. :) Herbatkę kupuję w Lidlu, syrop w sieci sklepów Fresh Market. 


Jeżeli jesteście zainteresowani moją opinią, dotyczącą któregokolwiek z wyżej pokazanych i wymienionych kosmetyków, dajcie znać :)
Buziaki!

niedziela, 2 listopada 2014

Placki ryżowe z kozim serem

Posiłek w formie placków jest świetną propozycją zarówno na ciepło, jak i na zimno - o tym wspominałam już kiedyś. Usmażone na oleju kokosowym lub  suchej patelni stają się zdrowszą alternatywą dla utopionych w tłuszczu racuchów.
Tak pewnie większości kojarzą się placki - i mnie tak się kojarzyły, jednak odczarowałam je przed samą sobą jakiś czas temu i obecnie przepadam za taką formą śniadań.
Wygodna sprawa - wieczorem smażymy, co zajmuje jakieś 15 minut, pakujemy w pojemniczek, do lodówki, a rano do pracy/szkoły/na uczelnię.

Placki ryżowe z kozim serem
-3 łyżki mąki ryżowej
-1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
-1 łyżka otrębów owsianych
-około 70g startego koziego sera
-pieprz, sól, ostra papryka, tymianek
-1 jajko
-trochę śmietany lub jogurtu do rozrzedzenia masy
-tłuszcz do smażenia - lub nie - zależy od Was :)

Starty ser łączymy z suchymi składnikami, dodajemy mokre, mieszamy dokładnie i po około 5 minutach smażymy na rozgrzanej patelni. Około minutę, dwie z obu stron - zależy od wielkości i grubości placków. Ja podaję z warzywami.






I jeszcze - najlepsze kupne smoothie, jakie piłam. Pycha, mocno wiśniowe, lekko słodkie, lekko kwaśne, skład prosty i czysty ;) Biegnijcie do ALDI, jeśli macie w pobliżu. 
Cena: około 4 zł.

Mam ochotę na placki ziemniaczane i chyba niedługo je sobie przygotuję, ciekawa jestem - wolicie na słodko czy na słono? :)
Buziaki!

sobota, 25 października 2014

Golden Rose - zimny szaraczek i piasek Essence + włoskie pyszności z Biedronki

Dwa lakiery, które w połączeniu dają - moim zdaniem - ciekawy, jesienny pomysł na manicure.

O szarym kolorze z Golden Rose wspominałam w poprzednim poście, ale postanowiłam pokazać Wam go z bliska, bo na to zasługuje. 
Lakiery z serii Rich Color są naprawdę świetne, kryją przy jednej warstwie, mają idealna konsystencję, świetne pędzelki, oryginalne kolory i kosztują około 10 zł. 

Kolor 102 to szary z delikatnym fioletowym pigmentem. Nie jest to bardzo wyraźne, jednak sprawia, że odcień jest bardziej oryginalny niż czysty popiel. Trwałość lakieru jest dobra, jednak ja zawsze stosuję bazę i top coat. 



Piasek z Essence (165 here's my number) jest przeze mnie używany chyba niezgodnie z przeznaczeniem :) Pokrywam go top coatem, bo nie przepadam za chropowatymi paznokciami, które haczą mi o swetry. Jednak samo połączenie drobinek, brokatu, podoba mi się na tyle, że mimo iż zmywa się go tragicznie, czasami łączę ów piasek z innymi lakierami.






Idąc rano do Biedronki, przekonana byłam, że idę po wodę, serek Almette i jakiś owoc. Wyszłam z pysznościami, a jest ich tam duuużo, dużo więcej. Podobno gazetka włoska obowiązuje od poniedziałku, jednak mnie udało się już dzisiaj kupić:

1. Gnocchi z nadzieniem pomidorowym z mozzarellą - kluseczki ziemniaczane, trochę jak polskie kopytka, tyle że delikatniejsze, pulchne - jeden z moich ulubionych włoskich przysmaków. Uwielbiam je z sosami, cebulką i pieczarkami, brokułami.
Te konkretne kupiłam za 7 zł za 500g. 
Leżą w lodówkach, obok świeżych makaronów,
Tortelloni z różnymi nadzieniami.

2. Krem z Gorgonzoli - czyli coś, co dało mi ogromną radość, gdyż - jak chyba już wiecie - sery są moją największą kulinarną miłością. A Gorgonzola zdecydowanie jest na pierwszym miejscu, zaraz przed serem kozim.


Produkt ma postać lejącego, gładkiego serka topionego, jest aromatyczny, ale mocno śmietankowy. Momentami czuć baaardzo delikatnie kawałeczki pleśni. Dla mnie mógłby być dużo ostrzejszy, ale mam wrażenie, że wersja dolce przypadnie do gustu nawet osobom, które nie są zwolennikami pochłaniania pleśniowych serów. 
Można jeść na kanapce, położyć na gorący makaron, maczać w nim kawałki warzyw, albo w wersji hardkorowej - czipsy :D 
Dla mnie raj, pycha. 
Cena - około 5 zł za 150g.


Szukajcie pyszności w Biedronkach, a jeśli traficie na coś ciekawego w innych sklepach, dajcie znać.
Buziaki!

niedziela, 19 października 2014

Jesień - ulubione lakiery do paznokci + zapachy

Póki co pogoda jest piękna, ale zazwyczaj w okolicach października czuję, że nawet tak banalne kategorie, jak malowanie paznokci czy makijaż, muszą się u mnie zmienić po lecie. 
Po pastelowych paznokciach wracają - wraz z jesienną aurą - moje ukochane: granaty, fiolety, zielenie i brązy. 
Posegregowałam swoje zbiory i najczęściej używane o tej porze roku siedzą obecnie w zielonym koszyczku :D


Chętnie pokazałabym bliżej każdy z powyższych, bo każdy jeden mogę uznać za ulubiony, ale zajęłoby to zdecydowanie zbyt wiele miejsca, więc skupię się na trzech - kilka wartych uwagi opiszę, aby było jasne, co warto kupić :)


Na pierwszy ogień idzie bardzo ciekawy, dwuwymiarowy kolor. Ni to niebieski, kobaltowy, ni to fiolet - nie udało mi się uchwycić w 100% tego koloru, warto podejść do H&M i przyjrzeć się temu egzemplarzowi ;) Lakier nie jest zbyt rzadki, ma pędzelek w miarę krótki, lecz niezbyt gruby. Dla mnie wielkość i szerokość jest idealna.


 Car paint purple



Kolejno, moje niedawne odkrycie - lakier kupiłam w Hebe, zapłaciłam za niego 12 zł, ale regularna cena waha się w okolicach 20zł. Zaryzykowałam (nie kupuję lakierów droższych niż te za 10 zł), bo kolor mnie zachwycił - muszę przyznać, że perłowy zielony rzadko bywa ciekawy, zazwyczaj jest nudny i mocno nasycony białą perłą. Inaczej jest w przypadku lakieru firmy Salon Perfect w kolorze 220 Celtic Knot. Ciemna zieleń bardzo delikatnie połyskuje na złoto, nie ma nachalnego błysku, lakier dobrze się rozprowadza, pędzelek jest idealnej wielkości - w promocji - bardzo polecam.



Lakier, po który prawie pobiegłam do Golden Rose, to egzemplarz z mojej ulubionej serii Selective. Po obejrzeniu wielu zdjęć na różnych blogach stwierdziłam, że kolor 74 będzie mój. Koszt - 7 zł. Lakier jest kryjący już przy jednej warstwie, trwałość moim zdaniem zależy od bazy, top coat'u i stanu paznokci. 
Kolor jest naprawdę piękny, określiłabym go jako przygaszony morski, z nutą turkusu, ciemnej zieleni. Warto przyjrzeć się osobiście, bo na zdjęciach wychodzi troszeczkę przekłamany.






Poza pokazanymi dokładniej lakierami, chciałabym od siebie polecić także kilka innych kolorów:
Czarny z granatowym błyskiem - Golden Rose, seria Paris, kolor 107.

Zgaszony burgundowy kolor, z domieszką fioletu - Eveline 836.

Szary z domieszką niebieskiego, fioletu, ale jednak nadal popiel - choć trzeba przyznać, że naprawdę ciekawy, zimny odcień - Golden Rose, seria Rich Color, 102.
Ciepły, czekoladowy, lekko rozbielony, ale nadal ciemny brąz - Golden Rose, seria Rich Color, 114.

A teraz jeszcze szybko o zapachach - moje faworyty na okres jesienno-zimowy, to zdecydowanie:

1. Thierry Mugler, Womanity - nie zdarzyło mi się, w przeciągu całego swojego życia, wąchać bardziej oryginalnego i niejednoznacznego zapachu. 

Jest to zapach ciężki, ostry, ale jednocześnie delikatny i zwiewny - należy powąchać, obowiązkowo!
Nuty: figa, ambra, kawior, kiwi, piżmo, drzewo figowe, drzewo sandałowe, cytrusy.
Cena: około 180 zł za 30ml.
Trwałość - niesamowita. Bardzo długo siedzi na skórze i ubraniach.


2. C-Thru Pure Illusion - nie jestem w stanie opisać dokładnie tego zapachu, jest bardzo oryginalny moim zdaniem, ale przy pierwszych dniach noszenia czułam się nieswojo. Obecnie jestem totalnie zauroczona. Niektórzy porównują go z See by Chloe - czy podobny, nie wiem, ale wiem, że należy powąchać :D Tym bardziej, że cena w promocji kusi - 30 zł za 30ml. :)
Nuty: jaśmin, białe piwonie, brzoskwinia, czarna porzeczka, drzewo sandałowe, białe piżmo.
Jak na tak niską cenę - naprawdę zadowalająca trwałość. Czuję go na sobie od rana do późnego popołudnia.


3. Rihanna, Reb'l Fleur - zapach, za którym chodziłam chyba rok, ale po tym, jak go nabyłam (30ml - około 79 zł), czułam, że żałuję. Minął tydzień i nie żałuję, wręcz lubię, natomiast jest to słodki, ciężki ulepek - na imprezy całkiem, całkiem. 
Nuty: brzoskwinia, czerwona porzeczka, śliwka, kokos, tuberoza, hibiskus, fiołek, wanilia, bursztyn, paczula.
Trwałość kosmicznie dobra, chociaż momentami bywa to irytujące, bo długie dni siedzi w płaszczu i szalikach.


4. Moje małe ulubione zapachy Yves Rocher - kiedyś babcia dostała do zamówienia i otrzymałam :) Te dwa wyjątkowo przypadły mi do gustu, szczególnie w okresie jesiennym i zimowym. 
Neroli to propozycja zaskakująca, pieprzna, ostra, ale przyjemna
i bardzo trwała. Chętnie zaoszczędzę na duży flakon - 50ml 180 zł.

Nuty: gorzka pomarańcza, białe piżmo, bergamota, neroli.

So Elixir Purple - słodki, ciężki zapach, w którym wyraźnie czuć kadzidło. Ciekawy i na wieczorne wyjścia dla mnie bardzo dobrze dopasowany. 50ml 175 zł.
Nuty: bergamotka, tuberoza, wanilia, kadzidło, paczula, nuty drzewne.

Post długaśny, ale może zainspirujecie się kolorem, a zapachy polecam! 
(Powąchajcie przy okazji, bo można natrafić na bardzo oryginalne propozycje). 
Bardzo chciałabym poznać Wasze ulubione zapachy na tę porę roku oraz kolory, które najchętniej nosicie na paznokciach.
Buziaki!