wtorek, 29 lipca 2014

Ser- chrupiące plasterki i zakupy z wyprzedaży

Dzisiejszy dzień był gorący - znowu. Ostatni etap załatwiania dodatkowych praktyk w Katowicach zakończony, od piątku zaczynam - wstawanie o 5:30 przez calutki miesiąc napawa mnie przerażeniem, ale cieszę się bardzo, że nauczę się czegoś nowego i regularnie będę w Katowicach. 
Muszę przyznać, że z dniem oddania indeksu do dziekanatu w połowie czerwca uświadomiłam sobie, że studencka, pięcioletnia przygoda się skończyła, a ja już tęsknię za Katowicami, których kiedyś bardzo nie lubiłam. Moja ulubiona część tego miasta to zdecydowanie okolice mojego wydziału (Plac Sejmu Śląskiego), ale ścisłym centrum też się zadowolę.
Miasto, które budzi się do życia, to chyba jedna z fajniejszych rzeczy, którą można obserwować i sobie gdzieś tam w środku przeżywać, ale jak ja się przestawię na to wstawanie... 
No nic - do rzeczy :)

Zaczęłam od Katowic, bo byłam dzisiaj kończyć załatwianie formalności i oczywiście weszłam do Galerii Katowickiej. Najpierw schodami do Reserved, potem zjechałam do Parfois i szusem do Kuchni Świata oraz Super-Pharm

Zacznę od przekąski, którą kupiłam w ostatnim punkcie zakupów. Bardzo specyficzna rzecz, oczekiwałam czegoś zupełnie innego. W smaku mdła i mało słona, konsystencja przedziwna, opakowanie ładne, cena zachęcająca w miarę. 
Mowa o serze suszonym firmy Crispy Natural. Jest to ser o obniżonej zawartości tłuszczu (20%), który jest po prostu wysuszony. Nie był więc - logiczne - pieczony ani smażony.
Kupiłam taką przekąskę, żeby nie kupić chipsów, od których - niestety - od lat jestem uzależniona. Każdy dzień bez chipsów to dzień zwycięstwa. Ostatnio nieźle mi idzie :)

Tak wygląda paczuszka, mamy tu 20g produktu, a właściwie suchych plasterków o dziwnej konsystencji. 




 Tutaj skład, całkiem niezły. 


A tu sam płatek serowy. Konsystencja przypomina bardzo twarde i chrupiące ryżowe chipsy. Nie pasowała mi do sera, smak jest mdły, mało serowy. Przyprawy są niezłe, ale jednak jestem chyba zbyt mocno przyzwyczajona do glutaminianu sodu :(

Serowe plasterki leżą sobie niedokończone - producent poleca użyć ich zamiast grzanek do zup, do sałatek, do grilla lub jako snack do maczania w różnych dipach. Pewnie jakoś wykorzystam, bo szkoda, ale już nie kupię.

Cena - około 2 zł w Super-Pharm.

Dalej już ciuchy i biżuteria.
Nic specjalnego, do Reserved poszłam po torebkę, na którą już się czaiłam długo. Widziałam ją chyba 2 tygodnie temu przecenioną na 50 zł - niestety nie mogę znaleźć jej w internecie, żeby Wam pokazać.
Weszłam i rzucił mi się w oczy wieszak: wszystko po 29,90 zł. Przymierzyłam miętową koszulę i bluzkę - niestety wyglądałam bardzo fajnie. O torebce spróbuję zapomnieć, a póki co mam:



Weszłam też do Parfois, bo dojrzałam ładne torebki za śmieszne pieniądze.
Szybko jednak mój wzrok powędrował na ścianę z przecenioną biżuterią i nabyłam:


Za te pieniądze - nie żałuję, mimo że zakup nowego telefonu z lepszym aparatem (który pewnie umożliwiłby Wam przeczytanie cen) lekko się oddalił. 

Na letnich wyprzedażach kupiłam wcześniej jeszcze czarne, niskie tenisówki w H&M, luźną koszulkę na ramiączkach w ceglanym kolorze - także w H&M i trochę dodatków, koszulek na ramiączkach, które noszę caaały czas prawie. 

Oczywiście kusi mnie jeszcze cała masa kosmetyków, ale już naprawdę muszę przystopować. 

Jak znosicie upały? Co upolowałyście na zakupach? Co pysznego ostatnio jadłyście? :) 
Buziaki!

wtorek, 22 lipca 2014

Pysznie i lekko w gorące dni :)

Dzisiaj kilka propozycji.
Ostatnio było dużo sera pleśniowego i placków - które, mimo że na oleju kokosowym, to jednak były smażone. Postanowiłam zaproponować coś lżejszego, a zmotywowała mnie do tego pogoda.

Nie wiem jak u Was, ale na Śląsku się pływa, zamiast spacerować. Ostatnie dni spędziłam na załatwianiu urzędowych spraw w Katowicach i zrobiłam sporo kilometrów w największym słońcu. Wracając dzisiaj do domu, myślałam na co mam ochotę, co chętnie bym zjadła i co u mnie rzadkie - nie miałam ochoty prawie na nic. No może na sałatę lodową z sosem musztardowym i makaron razowy z kozim serem - to też zjadłam po powrocie do domu. 

Zaproponuję kilka sprawdzonych i pysznych pozycji, które według mnie nadają się na zmniejszony w upalne dni apetyt. Potrawy są sycące, ale lekkie i zdrowe. Możecie dowolnie odjąć, albo dodać ulubione składniki, ja obecnie rezygnuję z szynki i łososia, ale dalej potrawy są naprawdę bardzo dobre :) Zapraszam :)

1. Sałatka z kozim serem podgrzanym na gruszce
Dla przeciwników ostrego posmaku koziego sera - proponuję mozzarellę 
Składniki (sałata lodowa, oliwa z czosnkiem, kiełki rzodkiewki) mieszam ze sobą, plasterki gruszki i położony na nich ser wkładam na 10 minut do piekarnika, 150 stopni.
Układam gruszki z serem na sałacie.




2. Makaron kukurydziany ze szparagami, łososiem wędzonym, serem feta, cukinią i groszkiem
Szparagi gotuję około 12 minut, tak aby były dalej lekko chrupiące. Cukinię podduszam z przyprawami (sól, ulubione zioła, pieprz). Ugotowany makaron mieszam ze składnikami, na talerz dodaję fetę, groszek i łososia. Jeśli wolicie - można wszystko razem wymieszać w większym garnku, nadal podgrzewając.




3. Penne z rukolą, pomidorami, szynką drobiową i ziołami
Ugotowany makron mieszam z pomidorami pokrojonymi na kawałki, kawałeczkami drobiowej szynki, oliwą z oliwek i rukolą - danie podaję na zimno, bardziej w formie sałatki.



4. Kuskus z fasolką szparagową, kukurydzą, pomidorkami cherry i serem feta
To jedno z prostszych dań. Kuskus przygotowuje się błyskawicznie, wystarczy ugotować fasolkę i wszystko połączyć. Dodać odrobinkę oliwy z czosnkiem i solą do smaku :) Jest to naprawdę dobry pomysł na przekąskę do pracy czy szkoły.

Mam nadzieję, że choć jeden z przepisów przypadnie komuś do gustu :)
Buziaki

sobota, 19 lipca 2014

Kurczak w sosie gorgonzola i ryż z soczewicą

Dzisiaj przepis z mięsem w roli głównej tak naprawdę - chociaż na obecną chwilę mogłabym wykorzystać tylko drugą część, którą jest pyszny ryż z soczewicą. 
Od około czterech miesięcy nie jem mięsa i dobrze mi z tym, ale przepisów mięsnych sporo w swoim życiu przerobiłam i nie widzę powodu, żeby się nimi nie dzielić :) 

2 piersi z kurczaka
2 plastry szynki dojrzewającej (u mnie Serrano - dostaniecie w Biedronkach)
100g sera Gornonzola (niestety już nie dostaniecie w Biedronkach :( Dlaczego oni wycofali ten ser? Taki ból...)
50ml śmietanki słodkiej 12%

do sosu: -pieprz czarny mielony -sól -mały ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę

do zamarynowania mięsa: -papryka ostra mielona 1 płaska łyżeczka -sól czosnkowa do smaku -tymianek 1 płaska łyżeczka -musztarda miodowa 2 łyżeczki -oliwa z oliwek 2 łyżki

1 woreczek ryżu
1/2 puszki soczewicy (nie musicie wybierać soczewicy z puszki - to oczywiste, ale tak jest zdecydowanie szybciej)
1 płaska łyżeczka kurkumy
1/2 łyżeczki ostrej papryki mielonej
sól do smaku

Mięso należy natrzeć oliwą wymieszaną z przyprawami i musztardą i pozostawić w chłodnym miejscu przez minimum 20 minut. W tym czasie polecam wstawić sobie wodę na ryż i zacząć go gotować. Mięso po zamarynowaniu zawinąć w plasterki szynki i całość zawinąć w folię aluminiową. Kurczak powinien trafić do piekarnika, grzanie góra dół na około 25 minut (wszystko zależy od wielkości i grubości piersi - możliwe, że będą potrzebowały 35 minut, ale możliwe, że po 20 będą gotowe) 180/200 stopni.

W rondelku podgrzewamy śmietankę, przyprawiamy ją i rozpuszczamy w niej ser. Lekko odparowujemy.
Soczewicę przesmażamy z przyprawami i mieszamy z ugotowanym już ryżem. 
Po upieczeniu mięsa, rozwijamy je z folii, podajemy z sosem i ryżem :)






W razie pytań, sugestii, opinii, propozycji - jestem tu :D 
Wypróbujcie i dajcie znać, co myślicie!
Buziaki :)

środa, 16 lipca 2014

Ulubione śniadania, część I

Jako człowiek śniadaniolubny muszę rozwinąć temat porannych posiłków :)
Należę do grupy osób, która do godziny od przebudzenia musi coś zjeść, żeby nie migało jej się w oczach, a jeśli zje coś pysznego, to dodatkowo kolejne godziny stają się przyjemne i łatwe do przeżycia. 

Śniadania na słodko lubię mniej niż te na słono. Konkretne, pożywne kanapki czy połączenie jajek i sera - na tak. Troszkę mniej na tak naleśniki z serem, dżemem czy racuchy. Ostatnio jednak przygotowałam sobie rano placuszki twarogowe z miodem i z naparem z mięty smakowały naprawdę dobrze. Do wszystkiego zainspirowali mnie dziadkowie, którzy podarowali mi ogromny słoik miodu od znajomego pszczelarza :)
Zacznijmy od tego słodkiego, więc wyjątkowego u mnie, śniadania:



Placki twarogowe z miodem
150g twarogu półtłustego
1 małe jajko
szczypta soli
1 łyżka otrębów owsianych
odrobina oleju do usmażenia
miód
placki są bardzo delikatne, trzeba na nie uważać na patelni, są też dosyć miękkie i łatwo się rozrywają, ale smak wynagradza zburzoną formę :)


Dalej już moje ulubione poranne posiłki na słono :)

Znów placki!
Uwielbiam śniadania w takiej formie, a najbardziej w połączeniu z pleśniowym serem ;) 



Placki owsiane z serem Lazur
50g sera pleśniowego startego na grubych oczkach
3 łyżki serka wiejskiego (samych granulek)
3 łyżki otrębów owsianych
1 małe jajko
szczypta soli
szczypta czarnego pieprzu
odrobina suszonego czosnku
tymianek
olej do smażenia - u mnie niewielka ilość kokosowego



Placki twarogowe z serem Lazur i chilli podane z dipem jogurtowym
150g twarogu chudego
1 jajko (białko ubite na sztywno)
sól
płatki chilli
tymianek
starty ser Lazur, około 50g
olej do smażenia
jogurt
czosnek do dipu




Babeczki owsiane z serem pleśniowym bez jajek
3 łyżki serka wiejskiego (same granulki)
3 łyżki otrębów owsianych
szczypta soli
pieprz czarny mielony
50g startego, lub pokruszonego sera pleśniowego
(babeczki są bardzo mokre, nie ścinają się całkowicie, są pyszne, mają lekką i kremową konsystencję)




Dalej - kanapki :) Taka forma śniadania od zawsze bardzo mi odpowiadała. Jeżeli pieczywo jest z ziarnami, albo przynajmniej z dodatkami typu zioła czy oliwki, to bardzo chętnie je jem. Ostatnio staram się ograniczać pieczywo, ale muszę przyznać, że próbując paluchów oliwkowych z Lidla, złamałam się mocno i zjadłam dwa pod rząd. Są wspaniałe! Polecam je gorąco :) 



Paluchy oliwkowe z gorgonzolą i winogronami




Kanapki z pastą z fasoli, żółtym serem i pomidorem
pasta z fasoli:
puszka ugotowanej, białej fasoli
sól
chilli
serek śmietankowy fromage
wszystko zmiksowane bądź zgniecione widelcem


Z lekkich śniadań, w dni po szaleństwie w postaci obfitej i zbyt później kolacji, wybieram między innymi:



Avocado, mozzarella, sól czosnkowa, szczypior




Omlet szarpany z pomidorem
2 jajka
3 łyżki wody gazowanej
3 łyżki mleka
1 płaska łyżka mąki
sól
pieprz
pomidory

Koniec na dziś! 
Śniadania uwielbiam, lubię też kombinować i sobie je urozmaicać. Kolejne części ulubionych śniadań na pewno się pojawią, bo często coś nowego przychodzi mi do głowy, napotkam jakiś przepis czy odświeżam stare pomysły.
Dużo u mnie sera pleśniowego - nie jem go codziennie, chociaż chciałabym :D 
Chciałabym gorąco zachęcić do spróbowania otrębów owsianych, szczególnie w takich daniach na ciepło, gdzie można nimi zastąpić mąkę. Przekonałam się, że są pyszne, nikną jakby w cieście. 

Warto zaznaczyć, że placuszki czy babeczki świetnie smakują na zimno i można z powodzeniem zabrać je drugiego dnia do pracy lub szkoły :)
Zostawcie pytania, propozycje, opinie.
Buziaki!


poniedziałek, 14 lipca 2014

Ulubione lakiery do paznokci, część I (jedna z bardzo wielu)

Po wpisach jedzeniowych przyszedł czas na odmianę i padło na paznokcie. Warto chyba powiedzieć, że od kiedy skończyłam liceum, czyli od 5 lat, paznokcie mam pomalowane w zasadzie zawsze. Wyjątkiem są przerwy na regenerację olejkami, które zazwyczaj działają przez noc, a następnego dnia następuje malowanie :)
Od kiedy pamiętam, na paznokciach lubiłam ciemne kolory.
Swego czasu najlepiej czułam się w granatowym, później długo czerwień, ciemny fiolet, bordo. Od pewnego czasu postawiłam także na pastele, czasami bardzo naturalne odcienie, a czasami neony. 
Czyli można powiedzieć - obecnie w tej kwestii nie ma wyznaczonych ram i reguł, lakier to lakier, jeśli mi się spodoba z jakiegokolwiek względu - biorę :D 
Mój najdroższy lakier kosztował 20 zł i od momentu jego nabycia nie kupiłam już chyba nigdy tego rodzaju produktu w takiej cenie, gdyż uważam, że z dobrą bazą i dobrym top coat'em świetnie utrzyma się zarówno Essie jak i Golden Rose. 


Lakiery przechowuję w 6 takich szufladkach, wszystkie wkładane są do komódki z Ikei


Po wstępie czas na pierwszą część ulubionych lakierów :) Nie trzymam takich, które mi nie odpowiadają, więc można każdy jeden uznać za ulubiony. Biorąc jednak pod uwagę, że jest ich ponad 40... poprzestańmy na wybranych sztukach :)


Zacznę od ulubionych ostatnio
Od lewej: Golden Rose Color Expert 47 (około 6 złotych) /
  Essence Colour&Go 168 (około 7 złotych) /
Golden Rose Color Expert 50 (około 6 złotych) /
My Secret 147 (około 7 złotych)

Muszę przyznać, że My Secret na zdjęciu wyszedł mocno zakłamany. Kolor jest nieoczywisty, zdecydowanie wpada w fiolet, nie w niebieski jak możecie to zobaczyć wyżej. Golden Rose 47 także nie jest typowym błękitem, to ciekawy odcień, lekko przybrudzony, jednak na paznokciach bardzo intensywny.



Dorzucę jeszcze ciemnego faworyta, jest piękny. Mocno polecam Wam obejrzenie go sobie w salonach lub na wyspach Golden Rose. Ma w sobie ciekawe, złote i bordowe drobinki, piękne wykończenie. Mowa o Golden Rose Color Expert 32 (około 7 złotych).


W słońcu ładnie, nienachalnie połyskuje

Drobinki nie rzucają się w oczy, przy mniej intensywnym świetle wygląda na ciemny, elegancki lakier w odcieniu śliwki :)

tak wygląda na krótszych paznokciach (też lubicie ciemne kolory na mocniej spiłowanych? :))


Teraz czerwień. Niełatwo trafić w dobry czerwony odcień, który kryje i nie pozostawia końcówek odznaczających się mimo dwóch warstw. Lakier o ładnym czerwonym odcieniu, który idealnie kryje istnieje i kosztuje kilka złotych, jednak niestety numerek mi się dawno starł i nie mam pojęcia który to. Chodzi o lakier z Golden Rose z serii proteinowej, szukajcie :)
Obecnie chcąc uzyskać pożądaną przeze mnie czerwień używam dwóch lakierów. Pierwsza warstwa to kryjący Maybelline Colorama 100 (około 10 złotych), druga to Miss Sporty 400 (około 6 złotych) :) 

Efekt wygląda tak:

a tak same lakiery

Na koniec tej części wspomnę jeszcze o pewnym miłym zaskoczeniu, którym jest lakier Eveline Mini Max 410 (około 6 złotych). Chwyciłam go kiedyś od niechcenia, a okazał się naprawdę bardzo ładny. Wykończenie jest delikatnie holograficzne w słońcu, w mniej intensywnym świetle to ciekawy, szaro-różowy lakier z mnóstwem fioletowych i różowych, bardzo drobno zmielonych drobinek. Często stosuję go na biały, lub mleczny lakier, gdyż sam w sobie nie jest kryjący.




Na paznokciach w słońcu - mieni się, czego na zdjęciu takiej jakości niestety nie widać :(

i w mniej intensywnym świetle :)
(mam pod nim jedną warstwę białego lakieru)

Mogłabym pisać dalej, ale część pierwsza z automatu zapowiada następne, więc na dzisiaj skończę. Mam nadzieję, że jakiś lakier Was zainteresował, a jeśli nie, to że chociaż dobrze Wam się czytało i oglądało :)

Dalej czekam na sugestie i opinie, to się nie zmienia ;)
Napiszcie jakie są Wasze ulubione kolory!
Buziaki

sobota, 12 lipca 2014

Fasolka szparagowa z orzechami na ostro i lody z jagodami u babci :)

Nic nie przychodzi łatwo, a już na pewno nie pomysł na kolejnego posta, kiedy w głowie chaos.
Co wybrać, o czym napisać?
Kiedy blog jest nowy, chciałoby się chyba - ja tak mam, nie wiem czy to standard - żeby każdy wpis miał idealnie zapowiadający go tytuł, fajną treść, dobre zdjęcia. Nie wiedziałam co wybrać, bo - plan jest, notatki zrobione :D - ale no nie upchnę tu przecież, w jednym poście, recenzji kosmetyku, 4 przepisów i zachwytów nad czekoladą, więc coś wybrać trzeba :)

Myślałam o tym, żeby po poprzednim przepisie umieścić wpis o kosmetykach, potem ulubiony produkt spożywczy, miejsce warte polecenia, lakiery do paznokci i znów przepis... Taki sobie obmyśliłam plan i chciałam się go trzymać, ale chyba jednak chaos wpisowy bardziej do mnie przemawia :)

Będzie przepis znów, ale w zapasie mam mnóstwo pomysłów dotyczących każdej z wyżej wymienionych kategorii, także spokojnie - mamy czas.

Wielu osobom polecałam już moją ulubioną fasolkę szparagową na ostro z orzechami. Danie to jest wypróbowane wielokrotnie i zachwalane przez amatorów bardzo różnorodnych smaków, także podzielę się nim również tutaj.
Pomysł na takie przyrządzenie fasolki szparagowej wpadł mi do głowy zimą tego roku. Robiłam wtedy ryż z mieloną wołowiną na ostro i do usmażonego mięsa dodałam fasolkę szparagową oraz orzeszki ziemne. Całość wyszła niezwykle smaczna i aromatyczna (głównie dzięki pikantnym przyprawom i za sprawą niebieskiego sera pleśniowego - przepis na to danie także kiedyś pojawi się tutaj, zdjęcie mam gdzieś w czeluściach folderu z jedzeniem :))
Obecnie nie jem mięsa, więc zmodyfikowałam przepis. Została fasolka, chili, orzechy, przyprawy i ser :) W zasadzie smakuje mi dużo bardziej, więc to był dobry pomysł, żeby trochę okroić ten sposób przyrządzania.

Fasolkę myję dokładnie i obieram


Przygotowuję orzeszki - zamiast siekać, zgniatam je wałkiem - jest szybciej i kawałeczki są malutkie :)



Fasolkę gotuję około 10 minut, rzucam na wrzątek i ustawiam średnie grzanie
Po ugotowaniu odcedzam i rzucam na rozgrzany olej kokosowy, po chwili przesmażania dodaję orzeszki


Kiedy całość się połączy, dodaję płatki chili, ale także mój ostatnio ulubiony sos chili, który kupiłam w Kuchniach Świata za 7 zł :)


W końcu podaję ze startym serem pleśniowym (tutaj Lazur)

Danie samo w sobie jest niezwykle sycące, ale ja bardzo lubię je z ryżem :) można także jeść na zimno, jako dodatek do obiadu - zależy od upodobań. Polecam w każdym razie, bo smak jest zachwycający :)


Na zakończenie miły dla mnie akcent - z wizyty u babci :) Będą się tutaj czasami pojawiały średniej jakości zdjęcia, jednak ja określam je mianem domowych :D zdjęcia te będą przedstawiały to, czym uraczyła mnie moja ukochana babcia, która rozpieszcza mnie jakbym nadal miała 11 lat. Zazwyczaj trafia w moje gusta idealnie, od kiedy nie jem mięsa robi mi kotlety sojowe, jest po prostu najlepsza. Zasługuje na to, żeby o niej tu wspominać, bez wątpienia.
Dziś - pucharek lodów waniliowych z jagodami i białą czekoladą plus kompot z wiśni - no... nie potrafię tego opisać, więc sobie odpuszczę. Niebo i koniec. 


Wypróbujcie koniecznie fasolkę, czekam na opinie i sugestie,
buziak!

czwartek, 10 lipca 2014

Naleśniki ryżowe, czekodżemi i pierwsze słowa :)

Założenie tego bloga i jego oprawa - przede wszystkim - to zasługa kilku osób, którym po raz setny już, ale po raz pierwszy tutaj - dziękuję. Zostałam solidnie zmobilizowana, a także otrzymałam bezinteresowną pomoc, co jest niezwykle budujące :)

Chciałabym oczywiście, żeby wszystko wyglądało jak najlepiej. Często przekonywano mnie, że nawet jeśli robione smartfonem zdjęcia nie będą zapierały w piersi tchu, to jednak warto podzielić się pomysłami na wiele ciekawych i prostych jednocześnie rozwiązań kulinarnych. Sporo tych pomysłów mam, więc liczę na to, że to one wygrają z nie do końca perfekcyjnymi fotografiami (choć dam z siebie wiele, żeby przyjemnie się wszystko oglądało - muszę przyznać, że temat jakości zdjęć trochę mnie ograniczał, ale od roku chciałam założyć tego bloga i dłużej czekać nie mogę ;))

Nie ukrywam, że dużo radości daje mi odwiedzanie przyjemnych lokali z przepysznym jedzeniem, więc o miejscach godnych polecenia (głównie na Śląsku, ale nie tylko) także będzie można tutaj przeczytać.

No i nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała czasami o produktach, które mnie zachwyciły. Opinie na ten temat również się pojawią.

Oprócz postów o tym co i gdzie zjeść, znajdą się też wpisy o kosmetykach - tych, które są warte tego, żeby je kupić, ale także tych, których lepiej unikać.

Koniec wstępu, pora na przepis ;)

Będąc w sklepie, po wpakowaniu do koszyka żółtego sera i pomidorów (ostatnio przechodzę ogromną fascynację jednymi z prostszych kanapek, które często kojarzone są z dzieciństwem - chleb, ser, pomidor, sól), pomyślałam sobie o naleśnikach. Myślałam o nich już wcześniej, kiedy w internecie natknęłam się na przepis, w którym mąkę zastąpiła kasza manna. Skierowałam wzrok na odpowiedni regał i nie znalazłam owej, więc sięgnęłam po kaszę kukurydzianą.
Jednak po chwili zamieniłam ją na mąkę ryżową, o której sporo czytałam swego czasu i miałam gdzieś z tyłu głowy, żeby kiedyś wypróbować. W domu przygotowałam naleśniki z użyciem tej mąki właśnie.
Jest śnieżnobiała i bardzo drobno zmielona, wygląda trochę jak puder sypki, transparentny :) Od razu przyszedł mi na myśl puder ryżowy Paese, który jest fenomenalny, ale wróćmy...

-1 szklanka mleka
-1 szklanka wody
-2 jajka (z czego jedno białko ubiłam na pianę, żeby całość miała troszkę powietrza - można śmiało dodać wody gazowanej, albo sody oczyszczonej)
-szczypta soli
-2 szklanki mąki ryżowej przesianej przez sito
-w sumie około 1 mała łyżka oleju kokosowego do smażenia naleśników (przed każdym z naleśnikiem lekko natłuszczałam patelnię)

W dużej misce wymieszałam składniki, najpierw mokre, następnie dosypałam suche i dokładnie połączyłam (mikserem, ale bez problemu można użyć innego narzędzia).
Ciasto wylewałam porcjami na patelnię postawioną na średnim ogniu. Usmażyłam naleśniki i powiem szczerze, że smak oraz konsystencja pozytywnie mnie zaskoczyły. Po kilku godzinach były jednak twardsze i trochę suche. Lepiej jeść je od razu po przyrządzeniu. 

Tak podałam :)

Od początku wiedziałam z czym mam ochotę je zjeść. Rozmroziłam trochę z mojego zapasu malin, rozkroiłam winogrona, a samego naleśnika posmarowałam konfiturą zmieszaną z ciemnym kakao i zawinęłam.



Przyznam szczerze, że za Czekodżemi (produkt firmy Łowicz, niestety dawno wycofany ze sprzedaży) tęsknie intensywnie raz na jakiś czas, tak falami to przychodzi :) W sieci, w zasadzie przez przypadek, natknęłam się na pomysł zmieszania dżemu z gorzkim kakao.
Ja wybrałam konfiturę z jagód, gdyż jagody uwielbiam (tak jak i smak jagodowy ogólnie, szczególnie w połączeniu z białą czekoladą). Bardzo bogata w smak, mocno czekoladowa, ale także przyjemnie jagodowa pasta idealnie sprawdziła się na naleśnikach. Polecam także jako sos do lodów :)

-1 łyżka gorzkiego kakao
-2, 3 łyżki konfitury z jagód





Na dzisiaj to chyba tyle.
Mam nadzieję, że wypróbujecie przepis i wrócicie po kolejne.
Czekam na opinie i wrażenia z jedzenia. Chętnie też przyjmę rady odnośnie wpisów czy propozycje związane z tym, co chcielibyście tutaj zobaczyć :)
Buziaki!