niedziela, 31 sierpnia 2014

Miłość do makaronu - ulubione sposoby na makaron razowy/pełnoziarnisty

Dzisiaj moje ulubione sposoby na makaron pełnoziarnisty.
Łączenie go z zielonymi warzywami to dla mnie najlepszy pomysł, więc dzisiaj trzy banalnie proste przepisy właśnie z udziałem makaronu, warzyw i kilku niezbędnych dodatków.


Makaron pełnoziarnisty z gęstym sosem brokułowym
-makaron gotujemy około 5 minut w posolonej wodzie
-różyczki brokuła gotujemy około 7 minut w posolonej wodzie
-drobno kroimy średnią cebulę i przesmażamy na łyżce oliwy
-przeciskamy przez prasę dwa ząbki czosnku
-smażymy ugotowane brokuły z cebulą, czosnkiem i doprawiamy
-sól, pieprz, chilli, zioła prowansalskie
-rozdrabniamy brokuły na patelni, aby się rozpadły
-dodajemy 4 łyżki śmietanki 12% i trochę wody
-dodajemy 100 gram sera gorgoznola/mozzarella w wydaniu lżejszym i mniej intensywnym w smaku (jeśli sos nie będzie wystarczająco gęsty można dodać także trochę śmietankowego lub ziołowego serka fromage)


Makaron pełnoziarnisty ze szpinakiem i słonecznikiem
-makaron gotujemy około 5 minut w posolonej wodzie
-liście świeżego szpinaku myjemy i osuszamy
-przeciskamy przez praskę duży ząbek czosnku
-przesmażamy szpinak z czosnkiem na łyżce oliwy
-dodajemy ulubione przyprawy
-dodajemy 3 łyżki śmietanki 12%
-prażymy na patelni łyżkę ziaren słonecznika



Makaron pełnoziarnisty z duszoną cukinią, orzechami i serem pleśniowym
-makaron gotujemy około 5 minut w posolonej wodzie
-1 dużą cukinię myjemy dokładnie, kroimy w dowolne kawałki i przesmażamy na łyżce oliwy
-garść orzeszków ziemnych miażdżymy i dodajemy po 3 minutach do cukinii
-rozgniatamy i siekamy 2 ząbki czosnku i dodajemy do cukinii razem z orzechami, dusimy razem około 5 minut
-dodajemy curry, sól, pieprz i sos piri piri (lub chilli mielone)
-gorący makaron mieszamy z duszoną cukinią i dodajemy ulubiony ser pleśniowy


Lubicie makaron? Z czym najchętniej go jecie?
Buziaki :)

sobota, 23 sierpnia 2014

Trattoria La Siciliana Katowice i zaskoczenie miesiąca

Pierwszy post na temat lokalu.
Uwielbiam odwiedzać miejsca, w których dobrze zjem, poczuję się swobodnie, zrelaksuję się i spędzę miło czas - zakładamy oczywiście, że wychodzę najedzona jak bąk i szczęśliwa :D

Jako, że przez ostatni miesiąc odkrywałam stopniowo uroki Katowic (mimo, że mieszkam nieopodal od urodzenia i tam właśnie studiowałam ), będzie o jednym z katowickich lokali.

Ulica 3-ego Maja, w zasadzie wyjście z Galerii Katowickiej, zaraz obok kultowy Skarbek, rozkopany wiecznie Rynek (ale już niedługo, ja w to wierzę! :)), kino Światowid, klub Reisefieber i wiele innych miejsc, o których na pewno warto wspomnieć pisząc o centralnej części tego miasta.
Wchodzimy w jedną z bram, mijamy nieprzyjemne podwórko, wspinamy się po kilku schodkach i wchodzimy do... mieszkania :D

Znajdujemy się w niewielkim lokalu, w którym stoi może z 5 stolików, wita nas po włosku uśmiechnięta rodzina z Palermo - żona z mężem i dwójka nastoletnich dzieci - córka, syn oraz polskojęzyczna kelnerka. Dla mnie nowość, cudownie!

Lokal jest mały, ale można swobodnie porozmawiać, nie martwiąc się, że słychać każde nasze słowo (byliśmy sami, nie mam pojęcia jak jest, kiedy to niewielkie pomieszczenie jest pełne).
Toaleta o dziwo spora i bardzo zadbana, czysta. Codziennie polecane inne specjalności, wypisane po włosku, ale kelnerka tłumaczy wszystko dokładnie. Karta krótka i konkretna, 200% włoska :)

Zamówiłam w ciemno - po raz pierwszy w życiu - Arrancine - u mnie w wydaniu ze szpinakiem i mozzarellą. Nie miałam pojęcia czego się spodziewać, ale wiedziałam, że to podstawa włoskiej kuchni ;) Dawno nie byłam tak pozytywnie zaskoczona - obłędne! Doprawione idealnie (obawiałam się mdłości w takim zestawieniu), smażone 'kulki' - u mnie kształt gruszki. Mimo smażenia naprawdę nie ociekają ohydnym kilkudniowym tłuszczem, są delikatne w smaku, czuć świeżość produktów.
Koszt - 7 zł, rozmiar - konkret.





Szczerze mówiąc oddałam kawałek, bo czekałam jeszcze na Spaghetti z bazylią, migdałami i włoskim serem, które mnie - chyba największej fance makaronów na ziemi, lecz bardzo wybrednej w tej kwestii - smakowało w 100%.
Świeżo przygotowane, kremowe, dobrze doprawione, z chrupiącymi migdałami i ostrym serem- idealne. Koszt - 20 złotych. Porcja duuuuuża. Po ryżowej przystawce nie dojadłam, zostały ze 3 widelce. 



Podziękowałam i poprosiłam kelnerkę, by przekazała kucharce, że było przepyszne. W zamian za komplement dostaliśmy włoskie espresso. :)

Postanowiłam napisać o tym miejscu, bo uważam, że właściciele zasługują na to, aby jak najwięcej ludzi wiedziało, że istnieją. Niestety przez lokalizację (mimo ścisłego centrum, trzeba jednak wejść w bramę i trafić na górę) pewnie są omijani przez nieświadomych potencjalnych klientów. 
Jeśli będziecie w Katowicach koniecznie wstąpcie do Trattorii La Siciliana!


Zaskoczeniem sierpnia jest dla mnie fenomenalny sos.
Jest to sos gotowy, nie miewam pozytywnych doświadczeń z gotowymi produktami i rzadko się na nie decyduję. 
Pewnego popołudnia w Biedronce kupiłam ulubiony ryż, marchew, paprykę i miałam ochotę sięgnąć po jeden z azjatyckich sosów, które ostały się w koszu z limitowanki. Jednak spojrzałam na ten oto sos i zdecydowałam, że wypróbuję.




Spodobał mi się skład, wpadł do koszyka. 
Do dziś zjadłam już kilka obiadów z jego udziałem, uważam, że jest przepyszny!
Może dorwiecie go w swoich Biedronkach, kosztuje około 5 zł, spokojnie starczy na dwie porcje. Ja jadłam z ryżem z marchewką, cebulką, papryką i żółtym serem. Mój partner dodał sobie kurczaka, a przy kolejnej okazji łososia. Podobno w obu wydaniach smakuje bardzo dobrze.
Sos jest bardzo pomidorowy, ale ma ciekawy, wyrazisty posmak czosnku, imbiru, trochę korzennej nuty. 


Może ostatnio wyczailiście coś fajnego?
Buziaki!

sobota, 16 sierpnia 2014

Ulubione kosmetyki do makijażu, część I

Ten blog w założeniu, poza gotowaniem, miał traktować także o kosmetykach, więc dzisiaj czas na kosmetyczny post.


Na początek może wspomnę o moich ulubionych kosmetykach kolorowych, z którymi zaczynam dzień i które służą mi od długiego czasu. 
Uwielbiam testować, próbować, ale są takie pozycje, które się u mnie nie zmieniają i mimo nowości są wykorzystywane do końca.

1. TUSZ DO RZĘS
Po pierwsze bez wątpienia tusz do rzęs. Od tego kosmetyku zaczęłam w klasie 2 gimnazjum i do dzisiaj jest to produkt, który być musi. Tak jak i brwi, moje rzęsy naturalnie są blondziakami, niewidocznymi bez podkreślenia. Tak - naturalnie mam mysie włosy, bardzo jasną cerę, szaro-niebieskie oczy i pozorny brak brwi i rzęs :) może dlatego jestem zdania, że najpiękniejsze oczy, to ciemne oczy, a najpiękniejsze brwi, to gęste i ciemne brwi.

Co do tuszów, przerobiłam mnóstwo drogeryjnych oprócz nowości, które wchodzą i wychodzą. Nie miałam jednak nigdy żadnej maskary z Bourjois, Gosha i Revlona. Te, które spisywały mi się najlepiej, to zdecydowanie Maybelline wibrująca, której używałam bez wibrowania. Niestety jest od dawna niedostępna :(

Uwielbiałam także tusz Essence Get Big Lashes, który był idealny, najlepszy, wspaniały. Oczywiście wycofali...

Nieźle sprawdza się zielony Eveline, pogrubiający, z silikonową szczoteczką. Ładnie rozdziela, nie osypuje się, nie rozmazuje :) Tu link do KWC, jak kupię ponownie, pokażę efekt na rzęsach :) Eveline, Big Volume Lash Professional Mascara Natural BIO Formula

Wolę lekko posklejane rzęsy, niż efekt bardzo naturalny, tak już mam - wiadomo, nie mówię o rzęsach sklejonych w 4 pajęcze nogi, ale o konkretnie podkreślonych i mocno pogrubionych. Najbardziej jednak zależy mi na podkręceniu.
Tuszu, który podkręcałby tak, jak sobie tego życzę, nie znalazłam, acz od dłuższego czasu używam żółtego Lovely i chyba nie połaszę się na nic innego póki co (no chyba, że doradzicie coś mocno podkręcającego - zalotki u mnie odpadają, od razu mówię).

Tu moje rzęsiwa po użyciu dwóch warstw Lovely :) zmęczone oczy jakieś, zazwyczaj są weselsze :D




2. EYELINER
Kolejno będzie eyeliner, którego także używam od wielu lat prawie codziennie do dziś. Nawet jeśli nie na całej długości powieki ruchomej, to zdecydowanie przy samym zewnętrznym kąciku, wyciągając mocno.
Długo moim faworytem był Wibo, który jednak trwałością nie grzeszył. Od około roku w użyciu jest Rimmel Glam Eyes w kolorze Black Glamour i nie zamienię póki co ;) Niesamowicie wydajny, nieźle kryje - choć czasami muszę poprawiać kreskę - ma cieniutki pędzelek (nie lubię eyelinerów w pisaku czy z gąbeczką, u mnie pędzelek jest obowiązkowy).




jedyny minus jest taki, że trzeba odczekać chwilę, aż zaschnie, natomiast w nagrodę za cierpliwość otrzymujemy arcytrwałe kreski ;)

i kreski przykładowe na moich oczętach ;) (nad nimi złoty eyeliner Essence).





3. KOREKTOR POD OCZY
Przy moim niemałym problemie z bardzo wyraźnymi cieniami pod oczami, które nie mają szansy zniknąć głównie przez problemy ze snem i sporo stresu, ważnym elementem codziennego makijażu jest korektor pod oczy. Jeśli chodzi o kategorię korektora wypróbowałam naprawdę wiele, sama już nie pamiętam ile i co dokładnie, ale obecnie jestem naprawdę zadowolona z L'Oreal True Match w najjaśniejszym odcieniu (niektórzy dziwią się, że kładę go pod oczy - mnie nie zaszkodził, a mam naprawdę mocno wrażliwe okolice oczu i suchą, wrażliwą cerę). Staram się wklepać dwie cieniutkie warstwy i jest naprawdę okej, korektor ma sporo pigmentu i lekką konsystencję. Nie jest bardzo trwały, ale lepsze to, niż osławiony Eveline Art Scenic, który poza ładnym odcieniem i lekką formułą nie ma moim zdaniem więcej zalet (choć na początku byłam w miarę zadowolona). Oczywiście mówię o swoich potrzebach - moich cieni nie krył, był nietrwały. Idealny korektor pod oczy pewnie gdzieś na mnie czeka, nie możemy się odnaleźć, więc proszę - polecajcie :)

True Match jest bardzo żółty - mówię o najjaśniejszym odcieniu - póki co zostaje ze mną na dłużej :) 








4. BRONZER
Bronzer to dla mnie taki kosmetyk konieczny - wiadomo, że bym się bez niego obeszła (tak jak i bez całej reszty), ale nie chcę i stawiam bronzer wysoko w moim rankingu kolorówkowym. 
Pierwsze były kulki brązujące Sensique, które okazały się dramatyczne. Później Honolulu W7, który na początku bardzo mi przypasował, jednak gdy zamówiłam po roku drugie opakowanie - w tym samym sklepie - miałam wrażenie, że ten ceglany odcień zupełnie do mnie nie pasuje. Najbardziej trafionym zakupem do tej pory było duo firmy Flormar w odcieniu P115 - róż może trochę żarówiasty, acz ja i tak nie używam różu. Bronzer natomiast, mimo lekkich drobinek, fanstastyczny - idealny, zimny odcień do mojej bladej skóry- fenomenalnie spisywał się zimą. Opakowanie po pół roku się rozpadło praktycznie, jest to jedyny minus chyba. 
Posiadam też NYX Taupe - odcień przyjemny, ale słaba pigmentacja produktu :( 
Pewnego dnia skusiłam się na MIYO Sunkissed i... no cegiełka totalna :D 


(niestety kolory lekko przekłamane - w szczególności Flormar, który na bladej buzi wychodzi cudnie- rękę mam jednak troszkę ciemniejszą)


Za jakiś czas pojawi się druga część posta, w której królowały będą cienie do powiek plus mój sposób na brwi :) Zapraszam i czekam na Wasze sugestie i opinie. Ciekawa też jestem czy macie swoje niezastąpione produkty i chętnie dowiem się, co Wam się sprawdza od lat!

Buziaki!

sobota, 9 sierpnia 2014

Sałatka na ciepło z ziemniakami i naleśniki kukurydziane z bezmięsnym farszem meksykańskim

Tytuł posta długi, bo długo mnie nie było i pomysłów wiele, a czas uciekł.
Zarówno zapiekane naleśniki, jak i ciekawe połączenie warzyw, sera i ziemniaków, to dania bezmięsne - zamiast soi, której użyję do farszu, można oczywiście użyć mielonej wołowiny.

Pierwszy przepis to banalna sprawa, nic prostszego :) Smaczne, szybkie i proste - taki przepis miał się znaleźć i oto jest!
Nazywam to sałatką, ale nie wiem czy to trafne określenie. 


-kilka ugotowanych ziemniaków
-pomidory
-ser feta (jeżeli macie kupić ten maziaty sałatkowy, to naprawdę lepiej już poszukać na przykład bałkańskiego w Lidlu :))
-pieczarki

-tymianek
-sól
-pieprz czarny
-oliwa z oliwek

Ugotowane ziemniaki kroimy na kawałki i podsmażamy, przyprawiamy w ulubiony sposób. Zdejmujemy podsmażone na złoto na osobne naczynie.
Pieczarki podsmażamy - jednak tak, aby je usmażyć, a nie dusić. Rzucamy je więc na mocno rozgrzaną oliwę, i na naprawdę dużym ogniu smażymy je, woda powinna parować szybko i nie gromadzić się na patelni - pamiętajcie, w takiej sytuacji pieczarki solimy na samym końcu! Doprawiamy je tymiankiem, pieprzem i solą właśnie. 
W naczyniu, czy na talerzach układamy pokrojone w mniejsze kawałki pomidory, kruszymy ser feta, nakładamy pieczarki i kilka kawałków ziemniaków. 
W tym przepisie lepiej uważać z solą, bo ser jest naprawdę słony, ziemniaki gotujemy w osolonej wodzie, a i pieczarki trzeba troszkę doprawić. 



Kolejny przepis jest troszkę bardziej skomplikowany. 
Przygotowanie trwa około 40 minut (jeżeli dobrze zorganizujemy sobie pracę). 
Najpierw najlepiej zrobić naleśniki, a w czasie, kiedy będą się smażyły, zajmiemy się farszem do nich. 

NALEŚNIKI
-2 szklanki mąki kukurydzianej
-1 niepełna szklanka mleka
-1 niepełna szklanka wody 
-2 łyżki oliwy z oliwek
-szczypta soli
-1 jajko

Smażymy naleśniki w standardowy sposób. Naleśniki kukurydziane mają inną konsystencję niż pszenne, ciasto trzeba mieszać przed każdym kolejnym wylaniem na patelnie.






FARSZ
Kiedy naleśniki się smażą szykujemy warzywa do farszu - kroimy drobno paprykę, cebulę, pomidory. Będzie także potrzebna kukurydza i ostre, ulubione przyprawy.




No i oczywiście soja - ja kupiłam puszkę gotowanej soi, rozgniotłam widelcem dodając sól i pieprz. Kolejno podsmażam warzywa na oliwie i dodaję soję, mieszam i farsz czeka na swoją kolej.





Zapiekam naleśniki w naczyniu żaroodpornym. Zawijam w nie farsz, zalewam zwykłym, domowym sosem pomidorowym (przecier z kartonika, sól, chilli, oregano, bazylia, 2 ząbki czosnku) i posypuję ulubionym serem.



Podaję z sałatą lodową i sosem z oliwy, musztardy, ziół, czosnku i soku z cytryny. Taką sałatę lodową do zapiekanych dań lubię najbardziej.




Mam teraz gorący czas, masę obowiązków i mało wolnego czasu, ale jeśli chodzi o weekendy, to bez wątpienia będzie to czas na bloga. Postaram się jednak i w tygodniu wygospodarować kilka chwil, mam nadzieję, że jesteście ze mną i wypróbujecie przynajmniej jeden z przepisów. 
Buziaki!