wtorek, 23 września 2014

Ryż na ostro z wołowiną, orzechami i fasolką szparagową

Dziś przepis, sam jeden, bo wielowątkowe posty są chyba faktycznie nieco chaotyczne. 
Moja prośba jest taka - napiszcie proszę, co myślicie o postach, w których opisuję zarówno przepis, danie, jak i zakupy kosmetyczne/odkryty kosmetyk - chodzi o to, czy uważacie posty kosmetyczno-jedzeniowe za chaotyczne? 
Miałam taki pomysł, ale sama już nie wiem, jak to wypada.

Chyba ponad rok temu próbowałam przekonywać się do ryżu. Wtedy nie był dla mnie ani trochę atrakcyjny, obecnie uwielbiam ryż, głównie paraboliczny - w zasadzie zaczyna przebijać makaron, a kto by pomyślał?
Późną wiosną 2013 roku wyjęłam z zamrażarki mieloną wołowinę i postanowiłam przygotować coś pysznego z ryżem, żeby go bardziej polubić. 
Padło na farsz do pierogów, wcześniej uwielbiany przeze mnie + ryż i fasolkę szparagową :)


Ryż na ostro z fasolką, orzechami i niebieskim serem pleśniowym
-2 woreczki ryżu parabolicznego
-350g mięsa wołowego, zmielonego 
-3 garście fasolki szparagowej (u mnie mrożona, ale wiadomo - co świeże, to świeże)
-garść orzeszków ziemnych zgniecionych lub zmielonych lekko
-płaska łyżeczka płatków chilli
-sól do smaku
-1/2 łyżeczki: tymianku, imbiru, papryki słodkiej mielonej
-duży ząbek czosnku
-50g sera pleśniowego - na przykład Lazura

Gotuję ryż według wskazówek na opakowaniu (paraboliczny minimum 15 minut na wolnym ogniu). 
W tym czasie gotuję także fasolkę.
Na patelni rozgrzewam odrobinkę dowolnego tłuszczu i rzucam mięso, przesmażam dodając kolejno: chilli, tymianek, imbir, paprykę słodką.
Po około 4, 5 minutach smażenia na średnim ogniu, zmniejszam go nieco i dodaję czosnek. Podduszam jeszcze około 5 minut i dorzucam orzechy, sól (zawsze po utraceniu przez wołowinę surowości!). 
Kolejno, odsączoną fasolkę dodaję na patelnie, to samo z serem. Wyłączam gaz. Ugotowany ryż mieszam z mięsem. Podaję.
Smak jest wielowymiarowy i pamiętam, że potrawa mnie zachwyciła. 





Jesień blisko, dzisiaj wybrałam się do lekarza w cichobiegach takich, zmarzłam okropnie! :D Herbata, czekolada i klimacik - pijecie herbaty namiętnie? :) Mnie - w sumie - chyba najwięcej przyjemności sprawia sączenie takich niepozornych owocówek, z prawdziwą herbatą nie mających wiele wspólnego. No i zielona, liściasta oczywiście.
Tu moja ukochana jagoda i wanilia z Biedry, Green Hills. 


Buziaki!

4 komentarze:

  1. Bardzo fajnie mi się czyta Twój ,,miszmasz" postowy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. jedzonko wygląda mega apetycznie,i mimo że właśnie zjadłam obiad,chętnie zjadłabym po raz drugi Twoje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ups, to nie wiem czy to dobrze w sumie :D Ale polecam!

      Usuń