niedziela, 14 grudnia 2014

BackStage Katowice - pierogi wzorowe

Uwielbiam pierogi, uwielbiam Katowice - 2 w 1? BacStage przy Wojewódzkiej 31.

Zamawiałam pierogi w wielu knajpach, barach, restauracjach, w różnych rejonach Polski - mimo ryzyka związanego z grubym ciastem i słabo doprawionym farszem, rozwalonymi, rozgotowanymi pierogami - robiłam to i po dzisiejszym dniu wiem, że robić będę, bo dla takich pierogów, jakie zjadłam w katowickim lokalu nieopodal centrum miasta, warto ryzykować, poważnie.

O lokalu czytałam już dawno temu, choć jest stosunkowo nowy na gastronomicznej mapie Śląska, pozytywne opinie i rozmaite menu kusiły więc jakiś czas. Wczoraj siadłam, zjadłam i postanowiam, że musze napisać o tym miejscu, bo warto.

Smak i ceny

Zamówiłam pierogi nadziewane kapustą kiszoną, ziemniakami i cebulką, partner pierogi z mięsem. Do tego po lanym Kasztelanie za 5 złotych, ale w sumie potem dojrzałam spory wybór cydrów w cenie 7 złotych i troszkę żałowałam. Nic straconego - wrócę nie jeden raz, nie dwa - to pewne.
Można zamówić także pierogi na słodko, na przykład z jabłkami i cynamonem, wybór jest naprawdę duży, od tradycyjnych ruskich, z kapustą i z mięsem, po kombinacje z kaszą, serem białym, szpinakiem, boczkiem, ziemniakami, grzybami, serem żółtym i wiele więcej - w różnych konfiguracjach.

Za dwie porcje pierogów (po 10 sztuk) i dwa pyszne, świeże piwa zapłaciliśmy 35 złotych. 

Smak pierogów był obłędny, mówię szczerze - to wzorowe pierogi. Ciasto cienkie, ale wyczuwalne, sprężyste, delikatne, ugotowane idealnie. Farsz przede wszystkim dobrze doprawiony, pikantny. Pierogi rozpływały się w ustach. Pierogi z mięsem także świetnie doprawione, mięso dobrej jakości, dobrze zmielone, soczyste. Okrasa z karmelizowanej cebulki była zwieńczeniem dzieła kulinarnej sztuki :)



Wystrój i lokalizacja

Lokal znajduje się przy ulicy Wojewódzkiej 31 w Katowicach, nieopodal Akademii Muzycznej, czyli idąc Francuską od Warszawskiej, przecinamy Mariacką, zaraz za Domem Oświaowym Biblioteki Śląskiej skręcamy w lewo i po prawej stronie ulicy dojrzymy niewielki lokal, znajdujący się w piwnicy. Może z zewnątrz nie zachęca, ale właściciele postawili na mały, biało-czarny mural, co automatycznie dodało charakteru. Stare, obdrapane kamienice trzeba przeboleć. 



Wchodzimy do środka, lokal wydaje się niewielki, ale im głębiej, tym więcej stolików. Jest ich w sumie może z 8, przy każdym obite szcztuczną skórą ławy, nieopodal wejścia bar, kredowa tablica, menu pierogowe i nie tylko :)
Właściciel zadbał o wystrój miejsca zgodny z jego pasją i patrząc na ściany, oko zawiesza się na plakatach z rockowymi artystami, a także na perkusji, stojącej w rogu lokalu. 

Nam środkowy palec pokazywał Johnny Cash ;)



W lokalu nie było duszno, ale podejrzewam, że przy pełnych salach może być inaczej. 
Jednak dzięki lokalizacji w piwnicy, czuć lekki chłód. No i przede wszystkim zapach jedzenia, a nie stęchlizny, co się ceni :D

Czas oczekiwania nie był bardzo długi, zleciało nam szybko, więc nie liczyłam dokładnie - myślę, że około 15 minut. 

Co istotne, pan, który zajmuje się gotowaniem pierogów, nalewaniem piwa i kawy, robi to wszystko za barem, więc - mamy wgląd do tego, jak gotują się zamówione przez nas pierogi. Wiele osób twierdzi, iż to zabieg pożądany, dla mnie nie ma szczególnego znaczenia, ale jest to na pewno element, który sprawia, że atmosfera jest bardziej domowa.

Obsługa bardzo sympatyczna, nie ma sztucznej napinki, jest kulturalnie, ale i bardzo swobodnie. 

Podsumowując - choćbym chciała, do niczego się nie przyczepię, ale myślę, że to za sprawą smaku tych pierogów, cała reszta - nawet jeśli byłaby z małymi wadami - to dodatki.


Lokalizacja - 4/5
Obsługa - 5/5
Klimat - co kto lubi, ale czuć serce właściciela i pasję w tych ścianach, więc - 5/5
Czas oczekiwania - 5/5
Ceny - 5/5
Smak potraw - 5/5 




Wpadajcie, bo warto, tyle ode mnie. Buziaki :)

2 komentarze: